****************************************************************************

To było kilka tygodni temu, sam nie wiem dokładnie jaki to był dzień. Stało sie i moje, nasze życie nie będzie już nigdy takie samo jak kiedyś.

Razem z moją ukochaną Moniką i naszymi dwoma szkrabami wracaliśmy do domu. Była niedziela więc obiad tradycyjnie, niezależnie od pory, u teściów. Monia jak i chłopaki uradowane, ja jak zawsze po powrocie mam poczucie straconego dnia, ale czego to się nie robi dla dzieci. Podjechaliśmy pod dom, wysiadłem aby otworzyć bramę. Niestety wszystko pełen manual, na automatykę i pilota muszę jeszcze trochę popracować. Wysiadając
z samochodu już coś poczułem, nie było to nic wielkiego, jakiś taki dziwny zapach, coś jak ozon. Miałem takie małe wzdrygnięcie jak już byłem poza samochodem, ale jakoś nie było to na tyle dziwne aby wzbudzić we mnie jakiekolwiek odruchy obronne czy niepokój. Czasem tak jest, ludzie umierają na choroby, które ty też przechodzisz i nie zawracasz sobie tym głowy, a czasem wystarczy tylko zmiana tonu głosu i już szykujesz się do niewiadomo czego. Wtedy nic nie czułem, po prostu... było normalnie.

Brama doszła do końca, zablokowała się, kąt prosty, można wjeżdżać. Jednak nie dziś.

Najpierw poczułem ostrą woń przypalanego wapnia, to nie było normalne. Od razu skojarzyło mi się to z WTC i atakami na te wieżowce, nie potrafię powiedzieć dlaczego akurat to. Dalej było już tylko gorzej. Rodzące się skojarzenia pojawiały się w ułamkach sekund. Co ułamek to inne, bo inne rzeczy wokół mnie się działy. Trwało to kilka może kilkanaście sekund i tyleż samo skojarzeń. Jednak żadna wersja tego co się dzieje nie była właściwa, zresztą wszystkie odbiegały od tego co się naprawdę wydarzyło. Nie potrafię nawet przytoczyć przykładu jak bardzo mój umysł się mylił.

Po zapachu przyszły efekty wizualne. W pierwszej kolejności powietrze zaczęło falować jak podczas bardzo, ale to bardzo gorącego dnia. Falowanie rosło światło zaczęło się załamywać, widać było fraktale różnych kolorów pojawiających się plamami. Wszystko wirowało. Zaraz za tęczowymi plamami pojawiły sie błyski, ale nie takie tam zwykłe. Napisanie że były bardzo intensywne byłoby kłamstwem. To było nie do opisania, w tym szale jaki się pojawiał przed nami, emisje światła przenikały wszystko. Odwróciłem głowę a i tak mnie raziło światło które przebijało się przez całe moje ciało. Ludzie przecież to jest niemożliwe. Nie widziałem dzieci i żony, słyszałem tylko krzyk. Jednak to nie był krzyk bólu tylko przerażenia. W myślach pojawiały mi się wizje światła który powoduje u nich ten krzyk. Słupy światła czy może lepiej świetliste miecze wirowały, przecinały wszystko, nie było jak się przed tym ochronić. Poza bólem nerwu wzrokowego na dobrą sprawę nie czyniły innej krzywdy, choć i to było czymś wystarczającym aby krzyczeć z bólu. Ostrza wirowały
i wychodziły ze sfery niczym z kuli odblaskowej na klasycznej zabawie. Nie wiem dlaczego akurat skojarzyło mi się to ze sferą. Światła zaczęły migotać i obracać się szybciej. W tym momencie pojawił się dźwięk, inaczej tego nie mogłem nazwać. Po prostu nigdy wcześniej nie słyszałem, nie sądziłem że coś takiego może istnieć. Mdliło mnie od tego, a w środku czułem, że niektóre moje narządy zaczynają drgać. W tym momencie naszły mnie bardzo czarne myśli. Rzuciłem się w stronę samochodu, dzieci, Monika... Moje myśli krążyły tylko wokół tego aby odepchnąć cały samochód z nimi w środku aby ich uratować. W tym, momencie czułem jak uderza adrenalina, czułem siłę jaka zaczęła się rodzić w moich mięśniach. Chciałem ją całą spożytkować po to aby wypchnąć samochód jak najdalej, w tej chwili i w tym momencie tylko to się liczyło. Dopadłem do auta, stałem raptem dwa kroki od maski, ale miałem wrażenie że szukałem ich długą i nie kończącą się chwilę. Nie widziałem, ale poczułem maskę samochodu, poczułem jak cała drga z niesamowitą siłą, jaki mi ból sprawia jej dotyk. PYK, ryk ustał, słupy światła zniknęły, koniec od tak.

Machinalnie odwróciłem się i wtedy zauważyłem tę sferę która przyszła mi wcześniej do głowy. Sfera była idealna, na oko jakieś 2/3 wyło na wolnym powietrzu. Pozostała cześć

7290465_s_3.jpg

łączyła się ze ścianą i chodnikiem. Nic się nie działo, była tylko idealna sfera o bliżej nie określonym kolorze. Idealnie gładka, matowa, tyle mogłem w tej chwili powiedzieć, pomyśleć. Widziałem, że powietrze zaczyna ponownie falować i się załamywać wokół sfery. Granica zdarzeń zaczyna oddalać się od sfery. Zrobiłem krok w tył, wpadłem na auto.
O BOŻE CO Z DZIEĆMI i MONIĄ, ta wielka i czysta w przekazie myśl pojawiła się u mnie w głowie. Strach, zwątpienie, panika, tylko to siedziało w mojej głowie. W tym nawale myśli dopiero po chwili zobaczyłem że rozchodząca się przestrzeń stanęła w miejscu. Stałem jak wryty, strach mnie paraliżował, ale pojawiła się dziwna iskra ciekawości. Sfera zmieniała barwę, a powietrze w określonej wcześniej geometrii drgało coraz bardziej, jednak te drgania były inne niż to co było na początku. Światło już się nie załamywało, aczkolwiek moją uwagę zwróciło drzewko czereśni którego spora część była wewnątrz falującej geometrii. Ten widok był niesamowity. Jakiś czas później, nie raz karciłem się za to że wtedy nie uciekłem, tylko jak na filmie ciekawość wzięła górę nad rozsądkiem i instynktami pierwotnymi.

Gałązki falowały, ale nie dlatego że jakaś siła nimi poruszała. One po prostu rosły. Rosły
i zaraz nagle przyrost się cofał. Liście wyrastały z pąków, zieleniały, robiły się żółte
i opadały. Ale zanim zdążyły opaść to na gałązce liść z żółtego zrobił się zielony, młody
i zamknął się w pączku, Owoce jak na dwukolorowym filmie w efekcie stroboskopowym zmieniały kolory z jednego w drugi zielony - czerwony - zielony - czerwony. Mały, duży, duży, mały owoc i tak na przemian. Czas interwałów naprzemian w jedną i w drugą stronę się zwiększały. Podziwiałem to. Zauważyłem że Monika stoi obok mnie. Minęła tylko chwila od czasu gdy wysiadłem z samochodu i spojrzałem na nią, a teraz patrząc na nią mam wrażenie, że minęły  godziny albo dni. Cieszyłem sie że jest cała i nie ma objawów, które sobie wyobrażałem na podstawie tego co ja czułem i przeżyłem. Podczas tych myśli gałązki czereśni kilka razy zdążyły uschnąć i odmłodnieć. Dywan liści rósł, ale widać było że dolna warstwa momentalnie gnije. Powietrze wypełniał dziwnie przyjemny zapach którego nie potrafiłem nazwać. Strach już całkowicie ustąpił.

Sfera zaczynała robić się coraz bardziej przezroczysta, widać było w środku kontury czegoś co się ruszało lub może kogoś. Na tym etapie było za wcześnie aby to ustalić. Pamiętam, że pomyślałem wtedy o tej tonie owoców czereśni, jakie to młode nieduże drzewko wydało na świat. Mój analityczny umysł zaraz utworzył sobie do tego jakąś regułkę (zawsze miałem w zwyczaju robić jakieś takie dziwne analizy). Masa owoców w stosunku do masy drzewa jest odwrotnie proporcjonalna do czasu. To drzewko właśnie osiągnęło najwyższy współczynnik płodności wynoszący pewnie kilkaset lub kilka tysięcy jednostek. Zrobiło to na mnie wrażenie.

sfera_schorl.JPGCienie stawały się coraz bardziej wyraźne, za chwilę zobaczymy co lub kto jest w środku.
No i co się stało z kawałkiem ściany?

Ponowne zaskoczenie, sfera praktycznie znikła. Nagła przezroczystość dawała takie wrażenie, ale sprawne oko zauważyło, że ta niewidzialna granica jeszcze tam była. Nastrojowe wahania czasu ustały (tak to później nazwałem). Była połowa kwietnia, wahania ustały wręcz
w idealnym momencie. Owoce czereśni obrodziły jak nigdy wcześniej.

Nie wiem dlaczego akurat czereśnia była mi w głowie, ale ten stary facet który był w środku też na nią patrzył. Odwrócił się do nas, spojrzał na mnie, na Monikę, na dzieci. Kurde stał ponad 30 m ode mnie. A ja widziałem łzy w jego oczach, to jak leją się po starczych policzkach. Widziałem łzy jak spływają obficie po bruzdach starczej twarzy. Widziałem jak otoczenie odbija się od powierzchni łzy. Jak czerwienieje ona od tych dojrzałych czereśni. Jak ich barwa nadaje łzom kolor, barwy i kontrast. Widziałem zmarszczki pod łzami i zadbaną starą twarz. A potem zobaczyłem jak jego ręka wykonuje ruch, jak otwiera się pieść i coś
z niej wylatuje.

Do ściany sfery rzucona zgniotka  ma jeszcze spory odcinek drogi, wyleciała już poza objętość dłoni. Łza oderwała się od ciała. Stała się następna rzecz nieprzewidzialna w tym festiwalu nieprzewidywalności, która spotkała ten świat. Było to najbardziej tragiczne coś co się wtedy wydarzyło. Moja żona zauważyła to dokładnie w tym samym momencie co i ja. Ten staruszek, który swoim pojawieniem spowodował, że całe życie przemknęło nam przed oczami. Każde z nas pomyślało, że sama śmierć przybyła na ten świat. Ten Pan zachwiał równowagą chemiczną naszego ciała, uwalniając strach, ciekawość i na koniec sam nie wiem co, jednak dla mnie to coś jest niesamowicie pięknym i cudownym uczuciem.

W tym samym momencie razem z Moniką zorientowaliśmy sie że tym starszym Panem byłem JA SAM. Paradoks, dezorientacja, zdziwienie, ciekawość, strach. Te stany pojawiały się po kolei jedne po drugich, a za nimi tworzyły się jeszcze nie wypowiedziane i nie pomyślane pytania. Oto czas zatoczył koło niczym wstęga Mobiusa, jak Marty Mcfly, nagle paradoks dziadka był na wyciągnięcie. Pytania o przyszłość, dzieci, wnuki, co ze mną? I co ja tu robię, jak ja się tu pojawiłem...  

Tyle myśli pojawiło się w tej nanosekundzie, która upłynęła między moim niesamowitym spostrzeżeniem a oderwaniem się łzy.

Dalej można to ująć najprościej, pękła mydlana bańka i wszystko skończyło się. Zniknęło tak nagle jak się pojawiło w towarzystwie tych wszystkich dziwnych zjawisk. Te światła, te dźwięki i zapachy. Sfera, która tak jak się pojawiła tak praktycznie bez żadnych efektów towarzyszących zniknęła. Mydlana bańka pękła, a razem z nią nasz gość czyli JA, ale skąd? Naturalnym odruchem było myślenie o przyszłości, ale czy aby na pewno? Odpowiedzi miałem już tyle, ile pytań. W głowie myśli kłębiły się i z każda chwilą lista pytań i rosła.

W tym wszystkim nie zauważyłem tego co zauważył syn - Szymek, on już skoczył chyba na 5 metrów. Jak on to zrobił, on w miejscu nie potrafił skoczyć wyżej niż Eryk który jest młodszy od niego o 6 lat.

Ale ten heroiczny skok spowodował, że zrozumiałem w końcu jego cel, to czego ja nie zobaczyłem w pierwszym odruchu pęknięcia ludzkiej mydlanej bańki. On to zrobił świadomie, przecież widziałem tę łzę, w której kryła się cała miłość i szczęście jakie człowiek może otrzymać przed śmiercią od innych.

Złapał zawiniątko, złamał żebro, ale złapał,  nie pozwolił aby TO upadło na ziemię. Jak on tak szybko skoczył, ja miałem 30 metrów, on więcej. A jednak zrobił to. Ten skok był oznaką miłości syna do ojca. Podniosłem go, a on oddał mi zawiniątko z wielkim szacunkiem. Widziałem że płakał, ale nie z bólu. To było coś innego....

*********************************************************************

Od tego wydarzenia minęło dobrych kilka tygodni. Szymon wyzdrowiał, ale to zdarzenie spowodowało że zmienił się, zresztą tak jak my wszyscy

  • )we światło to nie było światło, na pewno nie fotony, czy widzialne promieniowanie elektromagnetyczne. To było coś innego. Ekejt widzenia światła przez tył głowy miał każdy na kogo trafił słup/miecz świetlny ;-). I tak w promieniu ok 2,3 km. Najlepsze jest to, że zwykła szyba w 99% procentach tłumiła ten efekt. Dlatego chłopaki jak i Monia prawie tego nie doświadczyli.
  • Czereśnie były wyborne ;-)
  • Tam gdzie pojawiła się sfera, rzeczy materialne zniknęły, lub wyparowały.
  • Dałem do zbadania kawałek muru który stykał się z sferą aby określić chropowatość powierzchni (dla mnie idealnie gładka). Wychodzi poza skalę, tradycyjnymi metodami nie da się jej określić. Badają ją właśnie pod mikroskopem elektronowym. Jednak znajomy z polibudy stwierdził, że ujmując to fizyką klasyczną to dokładność chropowatości jest na poziomie cząstek elementarnych albo i głębiej. Ja mam problem na razie aby sobie to wyobrazić, praktycznie zerowe tarcie. Jak uda się coś takiego powtórzyć to będzie to większe odkrycie od ognia w ujęciu wszystkiego co wynika z faktu poznania ognia. Czekam na tą rewolucję.
  • JA zginałem tak jak myślałem, w tamtym momencie właśnie przez tę łzę. Ona spowodowała,  że urządzenie/pole które miało MNIE chronić do czasu wyłączenia urządzeń wehikułu czasu rozregulowało się. Wszystko w sferze rozpadło się na cząstki mniejsze niż kwarki, wszytko poza zawiniątkiem z wiadomością i powietrzem. A implozja poprzez powstanie próżni dała waśnie efekt pękniętej bańki.

A co było w zawiniątku, cóż krótka historia z życia "mnie z przyszłości", kilka faktów, które zniszczyły przyszłość z jakiej wystartował. Nie podał szczegółów poza określeniem, że pojawiła się nowa religia Boga Mamony. Niestety,  nie napisał szczegółów poza faktem, że nawet ISIS które o dziwo w pewnym momencie było ostatnią ostoją ludzkości uległo tej wierzę. Dacie Wiarę, dziś  ISIS to największe zło tego świata.

Oprócz krótkiego opisu swojej historii, przekazał nam wskazówki jak zbudować wehikuł czasu, tylko, że ja poza kilkoma prostymi pojęciami nic nie rozumiem. Znajomy fizyk coś tam  kojarzył ale i tak mniej niż 50% tego co napisał starzec. Extra LUDZIE MAMY PRZEPIS NA MASZYNĘ CZASU. TEMAT WIELU HISTORII KSIĄZKOWYCH CZY FILMÓW STAŁ SIĘ RZECZYWISTOŚCIĄ>

MAM PRZEPIS NA MASZYNĘ CZASU. CHCĘ SIĘ Z WAMI NIM PODZIELIĆ I DLATEGO DANY PRZEPIS BĘDĘ SPRZEDAWŁ I WYSTAWIAŁ NA AUKCJI ABY JAK NAJWIĘCEJ OSÓB MOGŁO SIĘ Z NIM ZAPOZNAĆ. CAŁOŚĆ PRZEŁTUMACZE NA ANGIELSKI I PÓJDZIE TO W ŚWIAT. W JEDNOSCI SIŁA NASZEGO INTELEKTU, CIEKAWE DO ILU CIEKAWYCH ODKRUYĆ DOPROWADZI ZAWARTA TAM WIEDZA.

Ktoś mądry powie że tym sposobem zaczynam wspierać tę religię, która ma zniszczyć świat. Otóż nic bardziej mylnego. Obmyśliłem cały scenariusz, który poprzez takie działanie mocno namiesza im szyki i nabruździ. Mój scenariusz zakłada pewnie działania które zależnie od tego jak się rozwinie przyszłość będzie wymagał działania przez okres kilku miesięcy do nawet kilkunastu lat. Zakładam ten drugi wariant. Jednak aby wszystko poszło ok proszę śledzić co się u mnie dzieje bo w pewnym momencie będę musiał to ujawnić (tak taki jest plan i jest on naprawdę bardzo sprytny). Ma on trochę niewiadomych bo na temat tej destruktywnej religii za dużo nie wiemy. Ale należy już działać dziś, aby za te 70-80 lat nie doszło do naszej zagłady.

Zapraszam na aukcje: poniżej linki. Ważne przeczytałeś to udostępnij ten tekst dalej aby każdy mógł się z tym zapoznać i działać razem z nami.

AUKCJA PIERWSZA, WYSYŁKA INSTRUKCJI MAILEM

AUKCJA PIERWSZA, WYSYŁKA WERSJI DRUKOWANEJ FORMAT A5

AUKCJA DRUGA, WYSYŁKA INSTRUKCJI MAILEM

AUKCJA DRUGA, WYSYŁKA WERSJI DRUKOWANEJ FORMAT A5

AUKCJA TRZECIA, WYSYŁKA INSTRUKCJI MAILEM

AUKCJA TRZECIA, WYSYŁKA WERSJI DRUKOWANEJ FORMAT A5

Co jakiś czas będę odnawiał aukcje wiec wszystko będzie w obrocie do czasu naszego działania i walki z nimi.

*********************************************************************